sobota, 24 sierpnia 2013

T1- Czerwony :)

Czas na moje nie zbyt ładne i nie zbyt ładnie obcykane zdobienie, z 1 tygodnia projektu tęczy ^^

Do zdobienia użyłam lakieru z H&M "Jo is in the house" oraz GR nr. 336




Serio aparat nie chce ze mną ostatnio współpracować... Teraz idę coś obcykać w terenie... Swatche maybe? ;)

niedziela, 4 sierpnia 2013

Majteczki w kropeczki!

Czyli manicure z dedykiem dla mego lubego, który ostatnio strasznie bzikuje na punkcie białych kropeczek na czarnym tle :D (Ażeby nie było, że on muzyk coś dla mnie robi, a ja blogerka dla niego nie...)



(Szpan na słuchawki...:D)


Może kropeczki nie wyszły idealnie, ale who cares? Z daleka nie widać ^^ Następnym razem zainspiruję się muzyką. Może by tak wyzwanie? Muzyka jako inspiracja? :D Co o tym myślicie?

xoxo Pitrasia



sobota, 3 sierpnia 2013

Stop suchej skórze pod oczami!

Wróciłam z wakacji! A wraz ze mną pojawia się nowa notka ^^ Powinnam ja napisać wczoraj, ale problemy techniczne... :>

(aparat mnie przestał lubić od takich zdjęć...)

Moje wakacje były fenomenalne (nie zawsze, ale były!). leniuchowałam nad Balatonem (jednocześnie chowając się przed słońcem, bo było za ostre dla skóry, która nabierałaby pięknego czerwonego koloru gdybym trochę dłużej na nim posiedziała).Zwiedziłam po raz drugie Austrię, gdzie udało mi się nie upiec żywcem przy 40 stopniach w cieniu. Odwiedziłam mojego chłopaka, który mieszka sobie tylko 515 km ode mnie i który zaspał na spotkanie.... Dobrze, ze zaczepił mnie lekko napity pan budowniczy i pięknymi okrzykami udało mu się go w końcu obudzić. Jak i połowę miasta... Ale przynajmniej usłyszałam historię jego życia, dowiedziałam się, że ma dziewczynę w Płocku, mój aparat został ucałowany a ja przybiłam z nim żółwika :D Jednak przez całe te wakacje mimo słońca, złych warunków pamiętałam o czymś, o czym ostrzegła mnie akcja, w której biorę udział ^^
(Jestę fotografę i szacun do mnie za zdjęcia mają robotnicy z polskich wiosek!)

Przechodząc do rzeczy. Beauty Face bardzo troszczy się o nas tego lata, ponieważ zorganizowało akcję promującą nawilżanie skóry pod oczami. Jak dla mnie bardzo dobra inicjatywa, ponieważ mam 16 lat i zmarszczki pod oczami, których nabawiłam się dostając bardzo okropnej alergii. Mojej cery pod oczami nic już nie uratuje, ale waszą zawsze można ochronić. Ja pamiętałam o codziennym używaniu filtra, w szczególności pod oczami, ale mojej rodzince musiałam już o tym przypominać ^^

Banalna rzecz z tą ochroną. Ale jeśli się o tym zapomni można zrobić sobie ziaziu. Nawet mocna 30 nie zapewnia niestety odpowiedniego nawilżenia cery. Pod oczami zawsze robiły mi się wypieki od słońca, a moja cera troszkę pocierpiała. Dlatego teraz ona ma wakacje. Po powrocie do domu i przespaniu całej nocy wstałam i poszłam się wyszorować, w własnej kochanej wannie. Po wyjściu zapewniłam sobie nawilżanie.

Otworzyłam magiczną paczuszkę płatków kolagenowych, które dostałam w ramach akcji i zastałam coś takiego...

Nie zbyt wiedziałam jak się za to wziąć... Na opakowaniu nie było żadnej instrukcji obsługi. Żadnych wskazań ile trzymać, jak używać, nic. Może to i tylko płatki kolagenowe, ale ja jestem potajemną blondynką... Na szczęście udało mi się jakoś wyciągnąć te płatki, nie rozwalając ich całych (jeden troszkę naderwałam, ale nic się złego z nim nie działo potem). I po nałożeniu poczułam taki przyjemny nawilżający chłód. Chyba najlepsze uczucie w życiu... Z zacieszoną mordą zrobiłam sobie nawet zdjęcie! (chociaż miałam mokre włosy i cerę w stanie okropnym ^^)


No dobra. Nie jakiś wielki zaciesz, ale to przez to, że się wstydzę zmarszczek pod oczami ;_;

Płatki bezproblemowo trzymały się buzi i dało się je delikatnie przesuwać. Można więc zajmować się codziennymi czynnościami, jednocześnie się nawilżając (nawet facet może robić 2 w 1!). Pytanie tylko rodzi się, kiedy trzeba zdjąć płatki... Ja niestety czasu nie liczyłam, ale było to dłuuugo. Chyba najlepiej jest to robić aż do ich wyschnięcia. Ale nie wiem. Nie mam pojęcia. Nie przeszkolono mnie...

Jak rezultaty po użyciu? Szału nie czułam, ale rzeczywiście cera była nawilżona. Niestety lepsze efekty przynosi mi maseczka z Ziaji, co nie oznacza, że tu było bardzo źle. Chyba dla samego przyjemnego chłodzenia zainwestowałabym w te płatki. Jak na razie za wysokie progi na moje nogi, bo w życie wszedł plan oszczędzania (co raz bliżej święta, co raz bliżej święta...).

Podsumowując:
Czy kupiłabym produkt? Sama nie wiem... Musiałabym się porządnie zastanowić. Wolałabym pewnie nawilżać całą twarz, niż tylko oczy, więc opcja maski bardziej by mi pasowała. Tak czy siak, nawilżanie ważna rzecz, więc pamiętajcie i na tej stronie się poduczajcie! (jak nawilżać cerę latem ofc...)
KLIK


sobota, 27 lipca 2013

Peeling Limonka, żeń-szeń -Hean

I kolejna notka dodana z automatu (mam nadzieję, że zadziała...)

Dzisiaj mam dla was recenzję peelingu, którego używam dwa tygodnie i myślę, że jest całkiem dobry :)

Mówię dokładnie o pilingu z serii "slim no limit" od Hean. Wybrałam opcję Limonka-, żeń-szeń, ponieważ jego zapach mnie uwiódł (ostatnimi czasy uwielbiam energiczne, cytrusowe zapachy). Produkt możemy kupić chyba w każdym rossmanie, w cenie ok 10 zł (nie pamiętam ile dokładnie za niego dałam). Prezentuje się on nam tak:


Jak widać, po 2 miesiącach, powoli mi się kończy (na zdjęciu wydaje się, ze jest go więcej, bo leżał) Z wydajnością jest więc nawet, nawet, biorąc pod uwagę, że używałam go dość często, do nóżek i ramion. Czy dawał efekty? Moim zdaniem tak. Bardzo fajnie łuszczy skórkę i zostawia przyjemną warstewkę, która nawilża. Jest to peeling cukrowy, który ma drobinki wielkości cukru i jest ich dość sporo. Chciałam wam pokazać jak to dokładnie wygląda, jednak aparat nie chciał mi strasznie ostrzyć... Co jest najlepsze w peelingu? Zapach! Po prostu go kocham! A jak z ujędrnianiem? Trudno mi stwierdzić, biorąc pod uwagę,. że nie mam problemów z jędrnością skóry (mam 16 lat dopiero...), ale dłoń, którą go nakładałam była dużo mniej pomarszczona od wody, niż druga.

Czy jestem z niego zadowolona? Oczywiście! I z pewnością kupię go jeszcze raz :)

poniedziałek, 22 lipca 2013

Manicure na dziś (2)

Ten post powinien dodać się, automatycznie, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie ^^ Obecnie jestem pewnie gdzieś daleko, gdzie nie mam nawet dostępu do moich lakierów (Linie lotnicze tata&auto przewidują dość spory limit bagażu na osobę, ale nie aż taki, żeby zabrać moje kochane cudeńka... :<) Dlatego dzisiaj z sentymentów wrzucę wam Galaktyczne paznokcie, które zmalowałam jakiś czas temu :)




Inspiracja: KLIK



środa, 17 lipca 2013

W siną dal!

Dawno mnie tu nie było i znowu mnie tu nie będzie. Jadę zaraz na wakacje, jednak posty będą się pojawiać (kocham automatyczną publikację). Odwiedzę Węgry, Austrię, Niemcy i pewną piękną polską przygraniczną wieś (No dobra. To miasto, ale dla mnie zawsze pozostanie wsią...) Liczę na to, że uda mi się złapać gdzieś wifi i zobaczyć, co tam w blogosferze. Za granicą na pewni też złowię jakieś kosmetyki (mój główny cel, w tamtejszych sklepach) Tak więc żegnam was i liczę na szybki powrót! :D

poniedziałek, 8 lipca 2013

"Cliford lubił Emily..."

Czyli o kredce do oczy o bardzo dziewczęcym imieniu. Wodoodpornej Emily od Golden Rose.

Za niską, jak dla mnie, cenę 4,2 zł możemy sobie zakupić kredeczkę, która prezentuje się nam tak:

Opakowanie estetyczne, a dzięki końcówce w kolorze kredki łatwiej jest znaleźć tą właściwą w kosmetyczce. Zdzierania się napisów z opakowania nie zauważyłam. Oprócz naklejki informacyjnej o dystrybutorze :)

A co mamy po otwarciu?



Kredka firmowo jest jak dla mnie zakończona za grubo. Nie mam niestety zdjęć jak wyglądała zaraz po zakupie, ale wystarczy lekko zastrugać i wszytko jest ok. Kredka jest mięciutka, nie łamię się i rysuje kreski o intensywnym kolorze.



Niestety jej trwałość nie jest taka, jak bym chciała. Z linii wodnej szybciutko jej intensywny kolor znika, a na górnej powiece lubi się odbić. Wymaga drobnych poprawek w ciągu dnia. Plusem jest fakt, że na prawdę jest wodoodporna (przeprowadziłam jej symulację deszczu, za pomocą spryskiwacza i przeszła ją bardzo pomyślnie) Najciekawsze w temacie trwałości jest fakt, że na ręku, po kilku godzinach free hugsowania, jeździe autobusem i innych dziwnych rzeczach, w kąpieli nawet przy mocnym tarciu miałam problem, z jej zmyciem.

Tak więc, czy ja lubię Emily? Po długim jej nie używaniu, ostatnio mam z nią romans. Zakochałam się i tyle. Niebieska kreska stała się obowiązkowa, na mojej dolnej powiece!

A Emily dostaje ode mnie 4+ ;)

piątek, 28 czerwca 2013

Owocowy projekt part 2 (niby 4 ale 2 )

Jeju jeju! W końcu uda mi się dorwać do lakierów, bo mam wakacje ^^ Nie przedłużając. Owocowy projekt-tydzień kiwi ^^ (nie zbyt oryginalnie, ale strasznie się wszystkim efekty podobają ;)


sobota, 22 czerwca 2013

Już wakacje (GR Holiday 55)

Uff. Strasznie miałam zatłoczone te 2 tygodnie (jak nie szkoła, to jazda do centrum na spotkanie z kolegą, jak nie spotkanie z nim, to spotkanie z innymi osobami... Strasznie rozchwytywana byłam...) Jednak po dwóch dniach leniwca udało mi się sprężyć i jest notka (a zaraz będę nadrabiać projekty... ^^) Mamy już prawie wakacje (przynajmniej uczniowie szkół "niższych"), więc tematycznie będzie o lakierze Holiday
z Golden Rose. Numerkiem który posiadam jest 55, piękny błękit z brokatem.




Co o lakierze mogę powiedzieć? Kryje po 2 warstwach, dobrze się nakłada, nie smuży. Bardzo szybko schnie i tak samo bardzo się podoba wszystkim moim koleżanką. Z paznokci na szczęście tak bardzo szybko nie schodzi, ale długo też się nie trzyma. Zmywanie sprawie małe problemy, ale to kwestia przyzwyczajenia ^^ Definitywnie polecam piaski z GR. Sama się jeszcze na jakieś połaszę ;)

A co do oceny. Spokojnie mogę dać mu 5 gwiazdek!


poniedziałek, 10 czerwca 2013

Uwaga! To uzależnia!

Szczerze, to gdyby ktoś jeszcze na początku marca powiedział mi, że przez tego bloga uzależnię się od kosmetyków, to bym chyba nie uwierzyła... Jednak my blogerki to mamy straszne uzależnienie... Ale jak go nie kochać? Postanawiając więc, że na weekendy postaram się nie pisać na blogu udało mi się to (akurat miałam lenia, ale ciii!) Wracając do normalności. Dzisiaj odwiedziłam z koleżanką golden rose (znowu...)
 i udało mi się zgarnąć paletkę 5 kolorów za dychacza (kocham fakt, że cień czasem leciutko się ukruszy i od razy się przecenia). Dorwałam też biały cień (w końcu biały z dobrym pigmentem!). Koleżka, z którą byłam zafundowała mi też krem do raczek, którego, wstyd mi się przyznać, nigdy nie miałam ze sobą i używałam bardzo rzadko. Postanowiłam to jednak zmienić, bo zauważyłam, ze nie mam wcale takich gładziutkich rączek. Kasi, z którą byłam zafundowałam Złotą kredkę do oczu i lakier ze złotym brokatem (lubię się dzielić). Mam nadzieję, że uda mi się ją namówić na małą recenzję na blogu. W końcu każda kobieta potrafi ocenić kosmetyki, których używa. Teraz zdjęcie moich małych zakupów :)


Oprócz zakupów dotarła dzisiaj do mnie miła niespodzianka, na którą czekałam. Próbki od Love Me Green. Kto jeszcze nie wie o akcji zapraszam tutaj! Akcja trwa tylko do 15 czerwca. Żebyście wiedziały czy warto przedstawię wam zawartość mojej koperty :D
Bardzo sprytnie oderwany adres :D

I próbki ^^

Jutro ma trafić do mnie balsam do ust z avonu, który na razie grzecznie czeka u koleżanki konsultantki. Mam nadzieję, że nie będzie to bubelek (co często mi się z avonem zdarza). Mam też nadzieję, że uda mi się wrobić jutro z notką, bo czeka mnie spotkanie z kolegą, który mieszka 600 km od Krakowa i ma akurat wycieczkę klasową (po 3,5 roku znajomości akurat... :D)

xoxo Pitrasia

piątek, 7 czerwca 2013

Pitrasia testuje! -domowa maseczka na wągry.

W czasie kiedy maseczka o której piszę schnie na mojej buzi piszę już o niej posta. Być może część stwierdzi, że to za wcześnie na recenzje, ale takie rzeczy powinny moim zdaniem działać od razu, a ja jako niecierpliwiec muszę się czymś zająć, bo po prostu muszę się czymś zająć.

Macie czasami tak, że siedzicie sobie przed komputerem, patrzycie w lusterko i zauważając coś na swojej twarzy zastanawiacie się czy internet ma na to "domowy sposób"? Ja czasem tak mam i właśnie dlatego teraz na mojej twarzy schnie oczyszczająca maseczka na wągry (niektórzy mówią, że to "plasterki", ale ja to zaliczam pod maseczkę")

Maseczka, którą mam na sobie jest dziecinnie prosta do wykonania i składa się z 2 rzeczy,które chyba każdy ma w kuchni. Z żelatyny i mleka. Wystarczy po prostu zmieszać łyżeczkę żelatyny z łyżeczką mleka, po czym podgrzać w mikrofali (albo kąpieli wodnej) i mamy gotową maseczkę. Wygląda ona tak:

Jej kolor może być bardziej biały. Zależy to od koloru żelatyny i pewnie % tłuszczu w mleku. Moja żelatyna była żółta a mleko ma 3,5% więc wyszło mi takie żółtawe, z białymi grudkami. Zapach maseczki zdaniem wielu jest nieprzyjemny. Mi pachnie po prostu grysikiem, albo troszkę przypalonym mlekiem. Przy nakładaniu maseczki na twarz najlepiej jest sobie coś podłożyć, bo lubi kapać z łyżeczki. Gdy wyschnie tworzy na twarzy przeźroczystą skorupę, którą łatwo ściągnąć (ja już to zrobiłam).

A jak efekty? Szczerze, to patrzę na ściągnięte "łuski" maseczki i nie mogę uwierzyć. Maseczka wyciąga nawet te większe wągry, których wyciągnąć nic nie potrafi... Cały płat wygląda jak ludzka skóra pokryta włoskami. Po prostu niesamowite. A buzia jest miła i gładka w dotyku. Definitywnie zakochałam się w tej maseczce. Jest tania, łatwa w użyciu i mega efektywna!

A wy potraficie się zakochać tak szybko jak ja? Spróbujecie sobie tej maseczki? A może macie jakieś inne ulubione, które znalazłyście pod wpływem impulsu w internecie i nigdy ich nie zostawicie?


xoxo Pitrasia


czwartek, 6 czerwca 2013

Kici kici, czarny kocie...

Dawno nie było recenzji czegoś innego niż lakieru do paznokci (widać co jest moim nałogiem ^^) Dlatego czas na recenzję czarnego eyelnera od Lovely. Nie ma on chyba jakiejś własnej specjalnej nazwy. Zwykły eyeliner, którego buteleczka prezentuje się tak... 

(zdjęcie robione na parapecie, który jest w remoncie, bo nigdzie indziej nie ma dobrego światła...)

 W buteleczce o cenie ok. 6 zł zawierającej 2,5 grama produktu znajduje się płynny eyeliner, o konsystencji przypominającej "mokry" tusz. Aplikować możemy go za pomocą pędzelka, który wygląda normalnie.

Produkt mam od pół roku. Nie zauważyłam jakiś zmian w konsystencji, czy działaniu. Może trochę zgęstniał na nakrętce, gdzie wycierałam pędzelek, ale to jak najbardziej normalne. Kolor? Czerń jak czerń. Na rączce wygląda tak 

eyeliner jest bardzo dobry, ale ma też swoje wady. Nie domyty na noc może uczulić (w sumie, jak każdy produkt) i ma słabą trwałość, jeśli potrzemy się po oku. Ja przejechałam delikatnie palcem po kresce na ręce, żeby pokazać wam co się stanie, jeśli potrzemy oko...


Jednak za taką cenę chyba nie trzeba wymagać wiele. Eyeliner bardzo lubię, bo jest tani, wydajny, łatwy w użyciu i mogę dzięki niemu trenować kreski, bez żalu, że marnuję produkt ;)

Daje mu 4 gwiazdki (za brak trwałości i fakt, że serio trzeba go całkiem zmyć, jeśli nie chcemy obudzić się z popuchniętymi oczkami).

A wy macie jakieś wymogi, co do tego typu produktów? Jakiś magiczny eyeliner, który sam maluje perfekcyjne kreski?
xoxo Pitrasia

P.S.: Przepraszam, jeśli ta recenzja jest jakaś nudnawa, czy coś, ale zaraz idę do lekarza na badania przed technikum i trochę jestem wystrychana (chociaż wiem, że krzywdy mi nie zrobią).. Pierwszy raz u lekarza medycyny pracy... W sumie za często lekarzy odwiedzać nie muszę, z czego się strasznie cieszę i przez co przychodnia kojarzy mi się ze szczepieniem... :D






środa, 5 czerwca 2013

Dzikie wyzwanie!

Chyba oszalałam, bo piszę 3 posta dzisiaj. Ale to wina terminu! Postanowiłam się dołączyć do dzikiego wyzwania orlicy. Jako, że nie chce angażować moich paznokci (dwa projekty im starczą) postanowiłam, że wyzwanie wyzwaniem będzie większym i poćwiczę sobie makijaż. Może to co stworzyłam nie jest wybitnie trudne, ale jestem totalnym laikiem w tych klimatach :D Pierwsza praca miała być inspirowana tygrysem. Mnie samej kojarzy się on z żółcią i pomarańczem, dlatego postanowiłam użyć tych kolorów. Eyelinerem próbowałam stworzyć efekt kociego oka (w końcu tygrys, to taki duży kotek) ale coś mi nie wyszło. Takie są wyniki mojej pracy :)




Mam nadzieję, że te kilka tygodni pomoże mi trochę ogarnąć makijaż i że odważę się na coś bardziej kreatywnego pod koniec.
xoxo Pitrasia


Serce nie sługa...

Czyli mój mały dzisiejszy haul zakupowy po tym, jak wybrałam się dzisiaj "tylko po czarny lakier" :D

Miejscem, które moim zdaniem odwiedzić musi każda maniaczka kosmetyków będąca w Nowej Hucie jest dyskont dosłownie ze wszystkim na os. Centrum B4  a w szczególności pokoik z kosmetykami. Można tam kupić wiele nieznanych lub mniej znanych marek w niskich cenach. Często trafiają się tanie gadżety. Ja wybrałam się tam dzisiaj tam po czarny lakier, który miał być tylko do zdobień, więc można było poskąpić (tani mały bo i tak dużo używać nie będę). I jak weszłam z przekonaniem, że najwyżej kupię jeszcze jakiś cień, tak wydałam ponad 25 zł :D Ale to nie dużo biorąc pod uwagę co kupiłam.

W formie listy jest to:
1. Tania chińska zalotka- ale działa! :D
2. Pędzelek do makijażu (bo nienawidzę pacynek, a więcej pędzli mi nie trzeba)
3. Strugaczka (bo stwierdziłam, że nie mam żadnej w domu, która jest do kredek do oczu)
4. Uzupełniacz do tuszu (mam jedno zbędne opakowanie a jestem ciekawa jak to cacko będzie działać)
5. Szminka która fajnie nawilża, ale nie fajnie kryje na ustach (chyba wybiorę się po jakąś w naturalnym odcieniu, żeby pokreślić kolor ust i je nawilżyć)
6. Czarny lakier (WINOWAJCA!)
7. Różowy lakier (bo jest prze uroczy, a ja go nie miałam...)
8 i 9 Paletki, bo siostra w czasie przeprowadzki zwinęła dosłownie wszystkie (nawet te moje) cienie :)

Jeśli któraś z was będzie w Krakowie to mogę was zaprowadzić do mojego małego raju. A wy macie jakieś tego typu sklepy u siebie? Lubicie?

xoxo Pitrasia

Słodki niczym cukierki! (jj 115)

Ostatnio ciągle na paznokciach malowałam coś na projekt. Nie miałam nawet czasu pomalować ich jednym lakierem i zrobić swatch :D Jednak w końcu udało mi się ogarnąć i mimo braku słońca, (które ponoć jest sobie na drugim końcu polski) mam dla was zdjęcia Jolly Jewels nr. 115 ;) Co tu dużo mówić...? Lakier jest cudny, uroczy i bardzo dziewczęcy. W białej bazie zatopione są różnokolorowe heksy i brokat, a jest ich baaardzo dużo, bo golden rose sobie nie skąpiło :D U mnie lakier nałożony jest na jedną warstwę bieli od Lovely. Prezentuje się to tak. 





Trochę się nagimnastykowałam przy tych zdjęciach... A tak z innej beczki, to dla Allegrowiczek wyszperałam dzisiaj pękacze złotówka za sztukę. Osobiście mam jeden taki (sprezentowany od koleżanki) i jest bardzo fajny. Dobrze pęka, szybko schnie, łatwo się nakłada. Link do aukcji tutaj ;)
xoxo Pitrasia

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Owocowy projekt (tydzień 1)

Dzisiaj wystartował owocowy projekt u Diunay w związku z czym czas na moja pracę. Niby czasu wiele, ale projektu doczekać się nie mogłam ^^ Pierwszym owocem są truskawki. Do mojego manicure zainspirowałam się TYM mani. 

Oto efekty:




Może to nie arcydzieło, ale starałam się! :D

sobota, 1 czerwca 2013

Dzień dziecka- skittles manicure!

Hej, hej. Obiecałam wam wczoraj posta z manicure koleżanki, ale standardowo coś musiało pójść nie tak (nie wzięłam aparatu, a ona swój dzisiaj dopiero odbierała...). Dzisiaj jednak zadość wam uczynię. Nie manicure Gosi, ale moim skittelsowym, nie zbyt udanym, bo przez tą całą wilgoć i inne sprawy, lakiery mi nie chcą schnąć, co jest okropne. Przynajmniej czekolada mnie pociesza.


Jako, że wszystkie i wszyscy jesteśmy dziećmi przez całe życie, najlepszego nam! Pogody ducha, lepszej niż ta panująca za oknem... :)

Pochwalę się też wam (a może i skuszę) do jednej aukcji na allegro, którą sobie dzisiaj wygrzebałam. Dokładnie dość sporo ozdób za małą cenę (tak obiecują). Ja zaryzykowałam i siostra już mi zamówiła jeden zestaw, którym z wielką chęcią (dobra. nie do końca wielką, bo instynkt skąpej kosmetyczko maniaczki się odzywa w tym momencie) podzielę się z wami, jeśli serio okaże się być 100 pojemniczków, a nie setką ozdób, albo setką podzieloną na ilość licytujących...  Jeśli chcecie same możecie zalicytować TUTAJ. Zastanawiam się nad wyszukiwaniem różnych dość okazyjnych aukcji i robieniu o nich małych newsów, albo wspominaniu w notkach, które dość często się pojawiają na blogu :) A co wy o tym myślicie? Ja często nie mam możliwości kupować na allegro, ale może wy coś upolujecie w ten sposób?

Na razie pozostaje mi jeszcze raz życzyć wam najlepszego! I ostrzec, że jutro mogę nie wpaść na bloga, bo jak pogoda dopiszę (a w sumie nawet, jeśli nie) to czeka mnie wiele rzeczy (parada smoków, wizyta w golden rose, free hugs, wieczór z siostrą). A może ktoś jest w Krakowie i chce się poprzytulać na koniec tygodnia? Free Hugs zaprasza ;)

xoxo Pitrasia 

P.S.: Jak dobrze pójdzie i uporamy się z drobnymi problemami technicznymi, druga Kasia, czyli tajemniczy współtwórca bloga pochwali się tym, co potrafi zmalować na paznokciach. A to serio jest "nail art" ;)

piątek, 31 maja 2013

Projekt KOKietki (nr. 1)

Dzisiaj trochę inaczej. Mało do gadania, dużo do pokazywania. Czyli jak bardzo nie mam pomysłów i nie umiem malować paznokci :D

Tematem pierwszej pracy była muzyka. Oto co zmalowałam. 




Oczywiście kochany top musiał mi rozmazać czarny pękający lakier (bo bardzo śmiesznie, nie mam zwykłego :D) To moje 1 podejście do takiego manicure. Może stworzę drugą pracę, jak tylko dorwę nowe lakiery (koniecznie kupić czarny!). Wieczorem wybieram się jeszcze do koleżanki zrobić jej pazurki przed weselem. Zobaczymy co z tego wyjdzie (myślę, że pójdzie lepiej, bo nad tym czymś wyżej skupić się nie mogłam przez myślenie nad tym, jak pomaluję jej paznokcie...)
xoxo Pitrasia




czwartek, 30 maja 2013

Nie łam się!

Czyli recenzja diamentowej  odżywki od Eveline (zauważyłam, że diamenty to rzeczywiście najlepszy przyjaciel kobiety, skoro są świetne i w kredkach i w odżywkach :D)

Ta jednak nie świeci się jak kredka do oczu avonu, tylko ma przyjemny mleczny kolorek, który znika na paznokciach.

Odżywki używam od 2 tygodni. Nie tak jak każe instrukcja, bo wytrwać bez kolorku nie umiem, a codziennie przemalowywać ostatnio nie mam czasu. Natomiast świetnie sprawuje się tez jako baza ^^

A czy przy tym działa? Moim zdaniem tak. Może zawsze miałam mocne paznokcie (ładna nie jestem, to chociaż tym mi natura nie poskąpiła), jednak miały one tendencję do łamania się po pewnym czasie (tak zupełnie same z się. Szłam ulicą, patrzę na dłoń a tam ni z tego ni z owego złamany paznokieć...) Odkąd używam odżywki złamał mi się jeden paznokieć, który pękł mi już dość dawno i tylko kwestą czasu było, kiedy się złamie. Stały się też mocniejsze (jak mogłam je trochę wyginać bez niczego to teraz tylko po ich namoczeniu, np w kąpieli...) 

A czy ma jakieś skutki uboczne? U mnie nie. I myślę, że jeśli nie będziecie sobie nią malować po skórkach, to też nie ucierpicie, nawet bez nakładania olejku, czy wazeliny.

Czy polecam? Z czystym sumieniem. Ja sama czaję się jeszcze na wybielającą odżywkę od Eveline, bo od kolorków mam ciut żółte końcówki. A wy używacie jakiś odżywek tej firmy? Wasze paznokcie się z nimi lubią, czy raczej zaliczacie się do grona tych, którym szkodzi?
xoxo Pitrasia

wtorek, 28 maja 2013

Topowe porównanie :)

A więc w wyniki mojego testu top coatu z Golden Rose. Z których jestem nawet zadowolona :D

Zacznę od zdjęć.

Ręka z coatem przed


Ręka bez coatu przed

Ręka z coatem po
Ręka bez coatu po

Jak widać teoretycznie tam gdzie nałożyłam top z golden rose lakier odprysnął. Jednak tylko na jednym palcu... I to tym, który był ratowany podczas malowania. Otóż mokry lakierem dziabnęłam o coś ręką i naprawiając go, wilgotnym wacikiem starłam lakier. Jego resztki zostały na paznokciu i zrobiło się coś dziwnego. Można powiedzieć, że odprysk był bardziej z mojej winy... Jak na razie po zdjęciach wszystko wydaje się być takie samo. Jednak na ręce bez topu zdzierają się końcówki lakieru... Tam gdzie jest top, nic takiego się nie dzieje. Mogę więc śmiało powiedzieć, że top coat z golden rose przedłuża żywotność lakieru na paznokciach. Dostaje więc dodatkową gwiazdkę ;)

xoxo Pitrasia
Ach. I tak z ogłoszeń parafialnych, to chciałam przeprosić, za lekkie zaniedbanie bloga. Właśnie szykuję się na poprawę kartkówki z chemii, po czy wracam i uczę się na angielski. Lubi mnie tez fizyka :D Ale poprawy się już kończą, więc szybko wrócę do systematyczności. OBCUJE! ;)