piątek, 31 maja 2013

Projekt KOKietki (nr. 1)

Dzisiaj trochę inaczej. Mało do gadania, dużo do pokazywania. Czyli jak bardzo nie mam pomysłów i nie umiem malować paznokci :D

Tematem pierwszej pracy była muzyka. Oto co zmalowałam. 




Oczywiście kochany top musiał mi rozmazać czarny pękający lakier (bo bardzo śmiesznie, nie mam zwykłego :D) To moje 1 podejście do takiego manicure. Może stworzę drugą pracę, jak tylko dorwę nowe lakiery (koniecznie kupić czarny!). Wieczorem wybieram się jeszcze do koleżanki zrobić jej pazurki przed weselem. Zobaczymy co z tego wyjdzie (myślę, że pójdzie lepiej, bo nad tym czymś wyżej skupić się nie mogłam przez myślenie nad tym, jak pomaluję jej paznokcie...)
xoxo Pitrasia




czwartek, 30 maja 2013

Nie łam się!

Czyli recenzja diamentowej  odżywki od Eveline (zauważyłam, że diamenty to rzeczywiście najlepszy przyjaciel kobiety, skoro są świetne i w kredkach i w odżywkach :D)

Ta jednak nie świeci się jak kredka do oczu avonu, tylko ma przyjemny mleczny kolorek, który znika na paznokciach.

Odżywki używam od 2 tygodni. Nie tak jak każe instrukcja, bo wytrwać bez kolorku nie umiem, a codziennie przemalowywać ostatnio nie mam czasu. Natomiast świetnie sprawuje się tez jako baza ^^

A czy przy tym działa? Moim zdaniem tak. Może zawsze miałam mocne paznokcie (ładna nie jestem, to chociaż tym mi natura nie poskąpiła), jednak miały one tendencję do łamania się po pewnym czasie (tak zupełnie same z się. Szłam ulicą, patrzę na dłoń a tam ni z tego ni z owego złamany paznokieć...) Odkąd używam odżywki złamał mi się jeden paznokieć, który pękł mi już dość dawno i tylko kwestą czasu było, kiedy się złamie. Stały się też mocniejsze (jak mogłam je trochę wyginać bez niczego to teraz tylko po ich namoczeniu, np w kąpieli...) 

A czy ma jakieś skutki uboczne? U mnie nie. I myślę, że jeśli nie będziecie sobie nią malować po skórkach, to też nie ucierpicie, nawet bez nakładania olejku, czy wazeliny.

Czy polecam? Z czystym sumieniem. Ja sama czaję się jeszcze na wybielającą odżywkę od Eveline, bo od kolorków mam ciut żółte końcówki. A wy używacie jakiś odżywek tej firmy? Wasze paznokcie się z nimi lubią, czy raczej zaliczacie się do grona tych, którym szkodzi?
xoxo Pitrasia

wtorek, 28 maja 2013

Topowe porównanie :)

A więc w wyniki mojego testu top coatu z Golden Rose. Z których jestem nawet zadowolona :D

Zacznę od zdjęć.

Ręka z coatem przed


Ręka bez coatu przed

Ręka z coatem po
Ręka bez coatu po

Jak widać teoretycznie tam gdzie nałożyłam top z golden rose lakier odprysnął. Jednak tylko na jednym palcu... I to tym, który był ratowany podczas malowania. Otóż mokry lakierem dziabnęłam o coś ręką i naprawiając go, wilgotnym wacikiem starłam lakier. Jego resztki zostały na paznokciu i zrobiło się coś dziwnego. Można powiedzieć, że odprysk był bardziej z mojej winy... Jak na razie po zdjęciach wszystko wydaje się być takie samo. Jednak na ręce bez topu zdzierają się końcówki lakieru... Tam gdzie jest top, nic takiego się nie dzieje. Mogę więc śmiało powiedzieć, że top coat z golden rose przedłuża żywotność lakieru na paznokciach. Dostaje więc dodatkową gwiazdkę ;)

xoxo Pitrasia
Ach. I tak z ogłoszeń parafialnych, to chciałam przeprosić, za lekkie zaniedbanie bloga. Właśnie szykuję się na poprawę kartkówki z chemii, po czy wracam i uczę się na angielski. Lubi mnie tez fizyka :D Ale poprawy się już kończą, więc szybko wrócę do systematyczności. OBCUJE! ;)

niedziela, 26 maja 2013

Golden Power!


Dzisiaj czas na kolejną recenzję, kolejnego coatu. W sumie 2 w mojej nie byt długiej, kosmetycznej historii :)

Mowa dokładnie o topie quick dry od Golden Rose. Top prezentuje się tak:

Buteleczka w cenie 8,5 zł za 10 ml na stoisku. Cena nie jakaś wygórowana. A jak działanie?
Konsystencja topu, to pierwsze co mnie zachęciło. Bardzo wodnisty, dzięki czemu schnie błyskawicznie (bo tak właśnie miało być). Według producenta wysycha po 60 sekundach. W angielskiej wersji instrukcji obsługi, taki też czas po nałożeniu bazy powinnyśmy czekać, przed jego nałożeniem. Ja jednak wolę poczekać na całkowite wyschnięcie, skoro w polskiej informacji, już pominęli ten punkt... Top nie przyśpiesza wysychania lakieru bazowego, a tworzy na nim tylko suchą warstwę ochronną, co sprawia, że tworzą się odgnioty. Przy standardowym odczekaniu, nie ma tego problemu. Czy top rzeczywiście schnie 60 sekund? Zaskoczę was, bo TAK! Może nie mierzyłam tego z zegarkiem w ręku, ale liczyłam do 60, w średnim tempie. I po dotknięciu top był suchy, co było dla mnie mega, mega, mega zaskoczeniem. Wielkim też plusem coatu jest dla mnie fakt, że w przeciwieństwie do tego topu od wibo nie ma wpływu na kolor lakieru, na który go nałożymy. Ciekawy jest też jego pędzelek. O ile mi się zdaje, taki sam, jak w serii "rich colour". Dość szeroki, spłaszczony, ale nie za duży :)

Co do trwałości... Kupiłam go wczoraj, więc trudno stwierdzić ^^ Ale dzisiaj zaczytam testy i postaram się porobić zdjęcia z dnia na dzień, jak to wygląda. Taki test trwałości :D

Mimo wielu zalet top ma swe minusy. Zbiera lakier, jeśli za mocno przyciśniemy pędzelek...

Jak na razie top otrzymuje ode mnie 3 gwiazdki. Jeśli ładnie przedłuży trwałość lakieru poleci 5 ^^
Ocena: ★★★

xoxo Pitrasia



sobota, 25 maja 2013

Liebster Awards

Miło mi ogłosić, że zostałam nominowana do "Liebster Blog Awards". Jest to moja pierwsza nominacja i otrzymałam ją od Diunay.

Na czym polega "Liebster Blog Awards"?
"Nominacje otrzymujemy od innego bloggera. Przeważnie nagrody otrzymują blogi o małej ilości obserwujących (do 200), co pozwala na ich rozpowszechnianie. Jest to „nagroda” za nienaganne prowadzenie bloga. Odpowiadasz na 11 pytań otrzymywanych od osoby nominującej  następnie TY masz za zadanie nominować 11 osób i podać nowe pytania."

1. Co Cię inspiruje do życia?
  
Największą inspiracją do życia jest dla mnie muzyka. Codziennie rano pierwszą rzeczą jaką robię, jest włączenie jej. Przez muzykę się wyrażam i muzyką czuję świat.
  
2. Jaka jest twoja ulubiona marka?
Trochę nie jasne pytanie. Ale kosmetycznie jest to chyba "Golden Rose". Ich kosmetyki zdają mi się być najlepsze jakością i przy tym dość tanie. W szczególności kocham ich za lakiery do paznokci

3. Jaki jest twój ulubiony sklep?

Chyba Rossman. Ale konkuruje z cukiernią u mnie pod blokiem ^^

4. Ulubiona kawa?
Ogólnie nie przepadam za kawą. Ale jak już to cappuccino, z dużą ilością cukru. I do tego jakimś karmelem!

5. Kolory neonowe, czy pastelowe?
Definitywnie pastelowe :)

6. Wierzysz w przeznaczenie?
Po części tak. Bo przecież przez przypadek na ziemi nie żyjemy, ale przypadkiem wazon stłuc mogę ;)

7.Czego w życiu nigdy sobie nie odmówisz?
CZEKOLADY! :D

8. Potrawy pikantne, czy łagodne?
Pikantne. Chyba, że wiem, że grozi to bólem brzucha na drugi dzień... :>

9. Złoto czy srebro?
Złoto ^^

10. Jesteś typem imprezowicza, czy domatora?
Raczej domatora. Zbyt długie przebywanie z ludźmi strasznie mnie męczy. Aczkolwiek czasem na imprezę mam ochotę wyjść.

11. Film, czy książka?
Książka. Bardziej przeżywam książki. Czuję się inna po ich przeczytaniu. Po filmie tylko narzekam, czemu ja nie mogę mieć tak fajnie w życiu... ;D

Pytania ode mnie:
1. Dlaczego założyłaś bloga?
2. Co motywuje Cię do pracy?
3. Ulubiona marka kosmetyczna to?
4. Kosmetyk, którego nie może zabraknąć w twojej kosmetyczce.
5. Lepsze drogie kosmetyki, czy tanie metody domowe?
6. Ulubione zwierzątko.
7. Kino, czy domowe oglądanie filmu?
8. Kosmetyk, który najbardziej Cię zawiódł?
9. Ideał faceta...
10. Największe życiowe marzenie...?
11. Najbardziej tęsknie za...?

Nominuję (to jeszcze uzupełnię):
1.http://books-nails-happiness.blogspot.com/
2.http://remixeer.blogspot.com/
3.http://agusai.blogspot.com/

Obietnica dotrzymana!

Jak obiecałam, obcykałam mojego glittera przy 2 i 3 warstwach. Może nie ma pełnego krycia, ale wygląda w miarę ^^

Przy 2 warstwach:

I trzech warstwach:

W sumie, to w tej notce tyle chciałam... Za godzinę zbieram się na zakupy z nadzieją, że dorwę jeszcze coś na promocji w rossmanie i jakiś lakier w golden rose :>
xoxo Pitrasia

czwartek, 23 maja 2013

Każdy ma w życiu swój pierwszy raz...

Tym razem post o moim pierwszym lakierze z H&M, na który się skusiłam. Do jego zakupu zachęciła mnie cena 5 zł (kocham przeceny). Lakierem o którym mówię jest glitter, z serii "Glitter Nail Polish" (jaka oryginalna nazwa) o kolorze "bronze", o ile dobrze podpowiedział mi wujek oraz poprawnie rozkodowałam etykietę :) Jak dla mnie nazwa trochę nie pasuje. Mimo iż znajduję się w nim wiele złotych heksów, to srebrne, niebieskie i czerwone drobiny nadają mu ładny efekt. W buteleczce wygląda tak:

Z lampą

 I bez...

Na paznokciu można wykorzystać go samego i z lakierem bazowym w dowolnym kolorze, ponieważ jego baza jest przeźroczysta. Lakier schnie szybko, ozdoby ładnie przywierają do paznokcia. Nie ma problemu z ich rozprowadzaniem. Jedyny problem pojawia się, gdy chcemy go zmyć, ale to dopiero przy kilku nałożonych warstwach.

Na paznokciu prezentuje się bardzo miło :D

Przy jednej warstwie nałożonej do ratowania blue lake, na którym pięknie poodciskała mi się pościel:

A przy większej ilości warstw niestety nie mam zdjęć, bo próbowałam je robić w sobotę wieczorem przy słabym świetle, przez co powychodziły nie ostre. Ale obiecuje, że jak tylko będę miała czas i możliwości to pokażę wam efekt przy obfitszym jego użyciu.

To tyle na dzisiaj. Jeśli macie dostęp do tych lakierów H&M na promocji, to jak najbardziej polecam. Bez promocji też  można się na niego skusić. Aczkolwiek za jego standardową cenę 15 zł wolałabym lakier Jolly Jewels od Golden Rose ;) Oceniam ten lakier na 4 gwiazdki, za cenę ;)

Moja ocena: ★★★★
xoxo Pitrasia



środa, 22 maja 2013

Nowa maskotka bloga!

Przez cały pośpiech przed szkołą, przy kończeniu "maskotki" oraz zmianach w szablonie na blogu zapomniałam napisać o nowej maskotce bloga. Jest nią to urocze stworzenie, z banneru. Zwie się Zdzisława i jest lamą :D Lama Zdzisia jest moim wiernym towarzyszem internetu i dzięki jej postaci w smutnych chwilach udaje mi się przetrwać. Zdzisia nigdy nie miała swojej postaci w internecie. Po prostu jako ona odpowiadałam z koleżanką na pytania na asku oraz śmiałam się na 6obcy, że jestem lamą :D To zwierzątko bardzo uosabia moją naturę. Dlatego po kilku dniach pracy nad lamą, oto jest. 


Może i nie jest piękna, ale na pewno bardzo hojna, bo cały czas gada o tym, żeby zorganizować rozdanie... Jak na razie liczba wyświetleń, komentarzy i obserwujących (a to ostatnie szczególnie) nie satysfakcjonują mnie na tyle, żeby taką akcję zorganizować. Ale może za dwa tygodnie z okazji urodzin coś takiego się zorganizuje... Tylko przydałoby się trochę więcej obserwatorów. I like-ów na facebooku! Też chce dostać jakiś prezent na urodziny ;)

xoxo Pitrasia :)

Blue Lake... (Czyli wibo kolekcja blogerska)

Lakier z serii "Gel Like" kolekcji, blogerskiej posiadam od kwietnia. W moim przypadku padło na kolor od Gosi, czyli 07 "Blue Lake". Na lakier skusiłam się ze względu na kolor. W buteleczce wydawał się być brudnym błękitem. Na paznokciu okazał się być lekko morskim błękitem. Jednak tego nie mam mu za złe, bo prezentuje się dobrze. 

U mnie, dokładnie tak:


Myślałam, że polubię blue lake, jednak mimo ładnego koloru nic mnie w nim nie zachwyca... 


Gel like miało być serią imitującą żelowe paznokcie. Jedno trzeba im przyznać. Lakier serio żel przypomina. Ale raczej nie tak, jak wibo chciało... Dość gęsta konsystencja, mimo dość dobrego krycia i ludzkiego schnięcia, bardzo przeszkadza. Źle się nakłada, oraz bardzo odgniata mimo suchego już lakieru (a czekałam na całkowite wyschnięcie obu warstw...). Trwałością też nie zachwyca. Chyba ze względu na tą konsystencje, już po nocy zaczyna bardzo kusić do zdrapywania, pierwszą fazą odprysków (czyt. pod lakier wchodzi jakby powietrze, przez co bardzo łatwo o jego zdarcie...) Bez coatu nie ma szans obudzić się bez "pościeli" na pazurkach :<

Najgorsze w tym lakierze jest to, że mimo obiecanego efektu żelowych paznokci, nikt nigdy takiego nie zaobserwował. Ja również (a wiem co mówię, ponieważ siostra żele nie raz w życiu widziałam...) Definitywnie nie jest wart swej ceny...

Lakierowi mogę dać aż 2 gwiazdki. Za kolor i pędzelek...

Ocena:★★

xoxo Pitrasia ;)

wtorek, 21 maja 2013

SOS dla cery (tydzień później)

Wczoraj minął tydzień odkąd zaczęłam ratować swoją cerę (raz się złamałam i użyłam podkładu, ale chyba można mi to wybaczyć). Codziennie rano i wieczorem bawię się w przemywanie twarzy, wcieranie w nią kremy oraz maści. Walczę nie tylko z cerą, ale i łuszczącą się na biało maścią ^^ (a tydzień temu z uczuleniem, które kocha mnie bez powodu odwiedzać i sprawiać, że oczy mam jak dwie kreseczki a twarz całą czerwoną i swędzącą (nie za miłe). Tak czy siak widzę już początkowe efekty mojej walki.

Oto i zdjęcie: 


Standardowo muszę mieć głupią minę. Na zdjęciu widać też dość śmieszną rzecz, która mnie samą denerwuje. Różnice koloru między moją twarzą a szyją. Na twarzy nie mam ani grama kosmetyków kolorowych, a jednak kolorek zupełnie inny (opala mi się tylko twarz chyba... albo to zaczerwienienie skóry od leczenia, które może występować i jest winą maści ^^)

Teraz wam opisze efekty, bo 1 zdjęcie nie było ostre, więc za dużo różnic nie widzicie. Na pewno polepszyło mi się czoło, które było pełne małych wyprysków, dając efekt piasku... Zniknęły też wypryski z brody. Pojawiają się jeszcze większe pryszcze, ale szybko się wchłaniają, po posmarowaniu benzacne :>

Mam nadzieję, że rany po trądziku zdążą się pogoić w 2 tygodnie i już w czerwcu będę mogła iść bez tapety na bardzo fajną akcję zwaną free hugs (będę szaleć w urodziny! :D)

xoxo Pitrasia

poniedziałek, 20 maja 2013

Nocne indygo (golden rose 334)

Strasznie szalony mamy ten czas. Pędzie wtedy kiedy nie trzeba, a wlecze w momentach kiedy chcemy by będzie (np. na lekcji matematyki, w czasie której szerszeń lata sobie po klasie... I ucz się tu o sinusach i cosinusach :D) Ale koniec wywodów o czasie...

Przedstawiam wam lakier Golden Rose nr 334!

Szczerze mówiąc, mój nowy ukochany lakier, który mam na paznokciach od soboty wieczorem i dzisiaj go odświeżyłam, żeby nadal pięknie na nich wyglądał (a na ogół lakier nudzi mi się po dniu). W lakierze piękny jest nie tylko kolor, ale i trwałość. Dopiero dzisiaj miałam lekko pościerane końcówki, a nie używałam żadnego topu. Krycie jak dla mnie również rewelacyjne. Kryje już przy 1 grubszej warstwie. Jednak jeśli chcemy uzyskać piękny ciemny kolorek należy sobie położyć tą drugą warstwę. Lakier schnie szybciutko i ma super konsystencje (jak każdy z golden rose, z tej serii). Jego koszt (3,99 zł/ 12,5 ml) to dla mnie cena nawet śmieszna, biorąc pod uwagę jakość tego lakieru. Mam jeszcze jeden (a w sumie 2 w tym samym kolorze) lakiery od golden rose, od grudnia i nie widzę ani trochę uszczerbku w ich stanie. Tak więc firma ta podbiła moje serce. żałuję tylko, że do najbliższego ich sklepu mam 30 min spaceru... Stąd mała ilość ich lakierów... (strasznie mi tam nie po drodze, albo jak po drodze, to pieniędzy brak...) Jednak w czerwcu na pewno kupię dość sporo lakierów własnie od tej firmy :) (spodziewajcie się spamu przechwałek jakie to mam cudowne lakiery i jak je kocham :D)

Jak na razie to tyle ode mnie o tych lakierach. Po prostu je kocham, więc dostają 5 gwiazdek ^^ (Ostatnio mi się gdzieś zapodziało punktowanie produktów. Ale ja to naprawię!)

Ocena:★★★★★
xoxo Pitrasia ;)

piątek, 17 maja 2013

Złość piękności szkodzi!

Dzisiaj nadszedł czas na krótką recenzję maseczki "anty stres" od ziaji, czyli produkty, który bardzo lubię (jak wszystkie ziajowe maseczki) i który kupuję jak tylko mam zbędne drobne w portfelu ^^

Maseczkę można kupić chyba w każdej drogerii, jest ona dosyć tania (około 1,5 zł sztuka. zależy gdzie kupujecie). Ogólnie prezentuje się tak:


W opakowaniu znajduje się 7 ml produktu miłego zapachem, o konsystencji miłej do aplikacji. Maseczkę zużywam na 2 raz, bo 7 ml to nie jest kosmicznie dużo, a każdy wie, że produkty kosmetyczne tego typu nie lubią kontaktu z tlenem :) Zmywanie jej nie jest wielką zmorą (tak jak przy maseczce z avonu, o której kiedy indziej)

Czy odpręża? Trudno stwierdzić. Każda gorąca kąpiel z maseczką, pianą i słuchawkami na uszach odpręża. Chociaż gdy maseczka szczypie w twarz nie ma odprężenia. Ta na pewno nie szczypie :) Jest bardzo delikatna. Po maseczce moja cera jest mile nawilżona, (nie jakoś baaardzo, ale jest ok) miękka i rozjaśniona.

Podsumowując polecam ją każdemu, kto za małą sumkę chce sobie zrobić małe odprężenie po stresującym dniu. Wkrótce spróbuję napisać jeszcze recenzję innych maseczek z tej serii w jednym zbiorowym poście :)

xoxo Pitrasia ;)

czwartek, 16 maja 2013

Avon glimmerstick diamonds

Czyli dziś czas na recenzję diamentowej kredki od avon :)

Moja kredka jest w kolorze "golden diamond", który niestety nie jest już dostępny w regularnej sprzedaży, a szkoda, bo jest to bardzo ładny delikatny złoty (żółty) kolorek.

Kredka:

 I swatch w z lampą błyskową i bez (oczywiście pięknie popisana ręka po szkole ^^ Ale to nie ściąga :D)



Jak widać na zdjęciu kredka jest wysuwana. Jak dla mnie jest to minus i plus. Plusem jest fakt, że kredki nie trzeba strugać, co przy jej miękkości i brokacie mogłoby być uciążliwe. Minusem zaś jest, że nie da się nią zrobić bardzo cienkich kresek, albo wymaga to dużej precyzji. Kreski wykonane kredką na oku wyglądają ładnie. U mnie w połączeniu z czarnym eyelinerem prezentują się tak (wycinek ze zdjęcia robionego sobie w święta, więc nie miałam na nim miny do prezentowania oczek ^^)


Jak już pisałam kredka jest miękka przez co łatwo można ją złamać przy za dużym wysunięciu (raz mi się niestety zdarzyło) i dość szybko się zużywa, jednak dzięki tej miękkości mamy duży komfort rysowania. Jest ona wodoodporna co jest plusem. Niestety nie jest odporna na ścieranie, więc jeśli ktoś ma bardziej opadniętą powiekę, albo chce jej używać jako cień, to definitywnie odpada. Co do drobinek, to jak dla mnie jest ich akurat. Kreska nie świeci się nachalnie, ale ładnie rozświetla oko. Przy zmywaniu jest tylko mały problem z brokatem, który chce być wszędzie, ale przy umiejętnym zmywaniu nie będziemy się całe błyszczeć ^^

Jak dla mnie kredeczka jest bardzo fajna, a biorąc pod uwagę cenę 9,99 zł bardzo się cieszę z jej zakupu. Żałuje, że nie kupiłam ich więcej, jednak to była moja 1 tego typu kredka z avonu i bałam się zaryzykować. Z kolekcji będę polować jeszcze na czarną i niebieską kredeczkę (black ice oraz twilight sparkle) i mam nadzieję, że uda mi się kupić jeszcze kolor, który posiadam obecnie (nie jest już dostępny w regularnej sprzedaży)

Jak dla mnie cudo warte uwagi, ale tylko w 3 kolorach (zależy co kto lubi). A wy dorwałyście kiedyś którąś z kredek? Jak wam się podobają?
xoxo Pitrasia


poniedziałek, 13 maja 2013

Lato się zbliża! (SOS dla cery! dzień 1)

A skoro zbliża się lato, to czas zadbać o kondycję cery, włosów i paznokci, puki mocne słoneczko nie przyszło nam troszkę poprzeszkadzać... :) 

Ten post rozpoczyna akcję tego jak Kasia walczy ze swoją bardzo nie łatwą w pielęgnacji cerą... Moja cera jest bardzo skłonna do trądziku. Nie umiem jej określić ani jako tłustej, ani jako suchej, ani nawet  jako mieszanej. Jednego dnia budzę się z całą tłusta cerą, po umyciu zdaje się być sucha poza strefą "T" a w ciągu dnia nawet w strefie "T" pojawiają się albo suche skórki, albo przetłuszczenia. Teoretycznie udać się powinnam do dermatologa, ale NFZ dało by mi termin za lat 10, jak okres dojrzewania mi minie, a twarz się w miarę opanuje. Tak więc wieloma sposobami domowymi, książkowymi, sklepowymi stosuję kurację, która pomaga bardzo, a stan cery po jej zakończeniu i odstawieniu na dłuższy czas nie pogarsza się tak bardzo, jakim go zastaliśmy.


Co stosuje?
Z rzeczy które kupuję w aptece są to:
 •Benzacne (o mocniejszym stężeniu, gdyż słabsze dawało u mnie bardzo liche efekty... Innym na początek polecam z nim spróbować, bo można się łatwo uczulić!)
•Azulan, który nakładam nie rozcieńczony za pomocą wacika (NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ BREW ULOTCE!) 
•Spirytus salicylowy 2%, który stosuję zamiast tonika. Dla osób z wrażliwą cerą może się to źle skończyć!
 (z powyższych 2 pierwsze stosuję punktowo, albo chociaż miejscowo! stosowanie na całą twarz może się BARDZO, ale to BARDZO źle skończyć. Wszystkie środki są podrażniające i mogą uczulić!)

I mój drogeryjny przyjaciel, czyli krem siarkowy od "barwy". Ładne matuję cerę. Może wysuszać, ale jak dla mnie nawilża. Wyrównuje kolory cery, zapobiega blizną. Mój nr. 1 wśród kremów :)


A teraz czas na zdjęcie mojego okropnego ryjka nr. 1. Zdjęcie nie chciało wyjść ostre. Mam obecnie słabe światło w pokoju, w którym nie użycie lampy błyskowej= przekłamanie, że mam ładną cerę (o ironio najlepiej wyglądam w świetle żółtej żarówki...Chociaż kolor skóry najlepszy mam przy jarzeniówkach ^^)

Mój straszny ryjek z 0 makijażem:

W temacie malowania. Na czas kuracji używam 0 podkładu, pudru, korektora i innych kremów, czy specyfików do twarzy. Pozwalam sobie tylko na malowanie oczu, których kuracja nie dotyczy ^^

Mam nadzieję, że jutro uda mi się lepiej uchwycić moją mordkę, na której będzie widać jak bardzo tragicznie wyglądam :> (aczkolwiek, jak porównuje twarz z tym, co było kilka lat temu, to cieszę się, że zaryzykowałam z tym co mogło mi bardziej cerę wypalić ^^)

A wy macie jakieś swoje sposoby na walkę z własną twarzą przed wakacjami? A może walczycie z inną częścią ciała? :D
xoxo Pitrasia ;)

Bo przyjaciółki są najważniejsze!

Wracam do blogowania. Jestem już po egzaminach gimnazjalnych, więc nauczyciele trochę odpuszczają naukę (aczkolwiek nie wszyscy). Spotkania z koleżankami i przyjaciółkami zaczęły trochę zabierać mi czas, ale przecież w damskim gronie zawsze można coś kosmetycznego stworzyć! Ostatnimi czasy zaczęłam próby z gradientem na paznokciach. Na razie zwykłą gąbką, bo taką miałam pod ręką. Dorwałam paznokcie mojej koleżanki Gosi i trochę potworzyłam. Paznokcie według częściowo jej pomysłu :)


Jak widać mistrzynią kaligrafii nie jestem, ale pierwszy raz pisałam na paznokciach :) Gradient też nie wyszedł wszędzie pięknie. Ale to chyba wina zbyt kontrastowych kolorów. Przy podobnych ciepłem, jasnością i trochę kolorem robi się śliczne rozmycie, do którego zawsze dążę.

Moje paznokcie też zostały potraktowane gąbką, jednak kilka dni wcześniej. Pobawiłam się w tęczę, ze względu na ładną słoneczną pogodę (która nas niestety opuściła). Wyglądało to tak...


Planuję zacząć jakieś 30 dniowe wyzwanie paznokciowe. Na razie zbieram pomysły żeby stworzyć listę :) Ktoś chętny się dołączyć? Dzisiaj zaczynam też 30 dniowe ratowanie cery, gdyż wakacje coraz bliżej, a ja nie zamierzam tapetować twarzy w cieplejsze dni, gdy wszystko od podkładu przestaje oddychać i spływa od potu (akurat na twarzy się nie pocę prawie wcale, ale przy jakiś ekstremalnych warunkach moja twarz się zbuntuje). O cerze napiszę jeszcze dzisiaj wieczorem. Wszytko chce udokumentować... :D

xoxo Pitrasia ;)